Zginęłam tak ze 120 razy.

13:10 17th February 2007

rs_vegas

Muszę się przyznać do tej gorzkiej prawdy bo mi głupio. Strzelam do swoich, rzucam granaty przed wbiegających do sali teammejts i gubię się na mapie. Takie mam wrażenia po pierwszej sesji w multiplayerowego RainbowSix:Vegas.
Killerem to ja nie jestem, chociaż podobno mam szanse na rozwój. Lagów raczej brak (chociaż, ktoś tam krzyczał że na środkowym mostku lagi ale może to był jakiś slang). Wrażenia z gry całkiem sympatyczne, pewnie też dlatego, że drużyna do której podkleił mnie lark jest całkiem kumata i chłopaki mocno dają radę. Czyli ja biegam i się uczę a oni załatwiają większość kolesi. Chociaż muszę przyznać, z wrodzoną skromnością, że już zapadłam im w pamięć i na pewno będą mnie wspominać grając na planszy z “prawym rożkiem” :P

Miało skończyć się na jednej rundce (bo w sumie było przed 12tą), a jakoś tak dociągnęłam prawie do 3 w nocy zaliczając wyższy stopień w grze.

Statystyka? Hmmm miałam około 15 zginięć na rundę (najgorzej chyba 19), średnio zestrzelonych około 8 (raz dałam ciała i było 1). Raczej średnio niestety. Następnym razem powinno być lepiej :) Jeśli będzie następny raz, bo chłopaki się odgrażali że jak będę do nich strzelała to mnie killną i tyle.

Tym którzy w sumie są ciekawi ale się boją polecam włączenie Multi. Może się spodobać, albo od razu zniechęci. Ale uwaga. Jak się spodoba to przerybane wsysa na maksa!

Jedna odpowiedź do “Zginęłam tak ze 120 razy.”

  1. SebaS86:

    Jeśli rozgrywka wygląda tak jak w CS to na pewno wciąga. :) Niestety z braku sprzętu i funduszy chyba będę musiał się ograniczyć do tego właśnie wspomnianego, ale zabawa i tak przednia w dobrym team’ie. :)

Zostaw coś po sobie