Bourne Conspiracy (x360)
12:22 4th February 2009

Tak wiem, ta gra nigdzie nie została jakoś specjalnie dobrze oceniona więc po co tracić na nią czas skoro można pograć np. w L4D czy demo Resident Evil 5. Odpowiedź jest prosta, bo to prosta przystawka, która pozwala na chwile relaksu.
Ja przez ostatnie kilka tygodni nie miałam motywacji, żeby spędzać sporo czasu przed konsolą. Jeśli już siadałam do grania to na NDS’ie w Cooking Mama czy Zoo Keepera albo ostatnio w Jewel Master. Na półce leży GTA IV, Fable II i Little Big Planet a mimo to next genowe konsole się kurzyły. Chyba byłam zmęczona. Gry były za długie i za wymagąjące jak na mój ówczesny poziom cierpliwości. Więc wpadłam na pomysł żeby trochę wyluzować. Pograć w coś co jest proste i niedrogie i stąd decyzja o zakupie Bourne’a. Czy żałuję wydanych 65zł? Nie raczej nie. Chociaż gra nie jest warta więcej :)

Fabuła
nawiązuje do pierwszego filmu kinowego. Co prawda nasza postać nie wygląda jak Matt Damon, ale też ucieka z ambasady i walczy w mieszkaniu w Paryżu. Misje jednak wykraczają poza scenariusz filmowy przywołując co jakiś czas poprzednie misje Bourne’a. Przyjemne i korzystne, bo dla kogoś kto oglądał film przechodzenie gry ot tak byłoby bardzo nudne. Wszystko widział, wszystko wie, nie ma zaskoczenia. W misjach “wspominkowych” mamy element zaskoczenia i nieprzewidywalności co jest bardzo fajne. Ale też nie przesadzajmy ;) Historia nie trzyma w napięciu, nie drżymy ani nic takiego. Ot jest i dobrze nas prowadzi do przodu wiążąc kolejne zadania ze sobą.
Akcja
Jason jest oczywiście niezłym killerem. Strzela ze wszystkiego od zwykłego pistoletu, przez uzi, karabin maszynowy do strzelby. A jeśli chodzi o walkę wręcz daje radę jeszcze lepiej. Do zwykłych walk czy strzelania dochodzą ciosy specjalne wykonywane po wypełnieniu trzystopniowego paska adrenaliny. Każda z trzech części paska pozwala na wykonanie jednego ciosu kończącego, w przypadku ataku “we trzech” pełny pasek adrenaliny pozwala na szybkie wykończenie całej trójki. Akce kończące są bardzo ciekawe, brutalne jak na Bourne’a przystało. Pasek adrenaliny można wykorzystać też przy strzelaniu, w celu oddania tego jednego kończącego strzału. Świetne ciosy kończące to najmocniejsza strona gry. Czasem warto wpać celowo w walkę wręcz po to, żeby zobaczyć czym jeszcze Jason może kogoś skrzywdzić.

Grafika
Bez rewelacji, ale na przyzwoitym poziomie. W muzeum można dla przykładu sporo rzeczy rozwalić, odpadają fragmenty kolumn, pękają krzesła itp. Świat nie jest sterylny i można sporo w nim zrobić. Oczywiście bez przesady, ale mnie nawet miło to zdziwiło, że lecą szyby a samochody wybuchają.
Niektóre miejscówki są świetnie odwzorowane np. lotniskow w Szwajcarii. Miałam okazję być na prawdę na tym lotnisku i to co później widziałam w grze było jakby identyczne. Kojarzyłam konkretne miejsca a nawet sklepy! Bardzo pozytywne zaskoczenie :)
QTE
Bourne ma sporo tego typu akcji wbudowanych w misje. To bardzo dobrze, bo są one często dobrze animowane i dynamiczne. Nie są specjalnie trudne, ale już na poziomie Agent zdarzyło mi się powtarzać kilka razy niektóre QTE więc nie są też znowu takie banalne. Czasami idą całe serie wciskania A, RT, X, B itd po to by Jason mógł skoczyć, dobiec, zastrzelić, wyskoczyć przez okno itd.

Coś na NIE?
W grze są dwa momenty, które totalnie wnerwiają. Z czego jeden to doprowadził mnie prawie do szału (walka z profesorem). Moment, nagłego wyśrubowania poziomu do MegaExpert, to lekka przesada i aż nie chce mi się wierzyć, że testerzy tego nie wytknęli. No ale są to tylko te 2 momenty, reszta idzie w miarę gładko i przyjemnie.
Reasumując
Nie jest to gra genialna, odkrywcza, cudowna graficznie i z niesamowitą fabułą. To średniak nawiązujący do fajnego filmu (i książki). Ale i tak uważam, że warto kupić i przejść tą grę. Tak dla odpoczynku i odmóżdżenia. Za te 60 czy 70zł można się skusić, ale nie należy mieć jakichś kosmicznych oczekiwań.
Ocena: 6.5 / 10

Zdjęcia pochodzą z serwisu http://www.gamespot.com
Zostaw coś po sobie
Musisz być zalogowany aby móc komentować.